2018-01-02

„Chłopiec ze śniegu” Chloë Mayer

Wydawca: Czarna Owca

Data wydania: 22 listopada 2017

Liczba stron: 368

Przekład: Magdalena Słysz

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 36,99 zł

Tytuł recenzji: Deficyty uczuć

Nieszczęśliwy, samotny chłopiec i wojna jako tło jego smutnego życia? Tak, to już było – u Rose Tremain, w jej wspaniałej „Sonacie Gustava”. Chloë Mayer nie chce być wtórna i buduje zupełnie inną historię. Choćby przez to, że jej młodziutki bohater musi unieść dużo większą traumę niż chłopiec ze szwajcarskiej opowieści. „Chłopiec ze śniegu” to nie tylko poruszające studium podwójnego wyobcowania – bo matka jest tak samo samotna jak jej potomek – ale przede wszystkim historia deficytów czułości mogących doprowadzić do groźnych, złych czynów. Daniel z powieści Mayer dźwiga ciężar ponad swoje siły. Pozna fakty, z którymi będzie musiał pozostać sam. Tkwiący w świecie mrocznych baśni, będzie konfrontował ukształtowaną nimi wyobraźnię z realnym światem. Będzie dopasowywał jego elementy do tych fikcji literackich, z których się wydobył i o których wciąż jeszcze czyta mu wieczorami matka. Chloë Mayer konfrontuje kobietę z odległą wojną, ale nie rujnuje motywu tak, jak zrobiła to np. w „Słowiku” Kristin Hannah. Ta kolejna anglojęzyczna opowieść kobieca z wojną w tle tym razem dotyka kwestii zderzenia jednostki z okrucieństwem Historii na tyle delikatnie, że moglibyśmy odnieść wrażenie, iż ta opowieść mogłaby być uniwersalna i toczyć się w innych, spokojniejszych czasach. Zarysowane problemy wydobywają się jednak z koszmaru, w którym uczestniczy mąż bohaterki. Widzimy go zrujnowanego, bezradnego i bezbronnego. Druga wojna światowa zostawia ślady, będąc w oddaleniu. Jeden z mężczyzn płacze i pielęgnuje swoje traumy z frontu. Kolejny odważnie stawia czoła światu bez bomb i bagnetów, ale także ma za sobą mrok, którego się nie pozbędzie…

Najważniejszy jest jednak Daniel. Chłopiec, który mocno wierzy w to, że trzeba dokonać jakiegoś heroicznego aktu, by zasłużyć sobie na matczyną miłość. Tę, której Annabel była pozbawiona zaraz po urodzeniu dziecka i ten brak przeniosła na dalsze życie. Daniel jest wszystkiego świadomy. Dziecko przyjmuje na siebie zbyt wiele bezkompromisowości matki. Kobiety, która nigdy nie zdobyła się na czyn Nory Ibsena, ale zawsze marzyła o ucieczce i w momencie, w którym jej akt okaże się wyjątkowo prawdopodobny, jest gotowa zaryzykować, nie myśląc o synu. Danielu, z którym łączy ją jedynie wieczorne czytanie baśni i bajek. Oboje odnajdują się w pełnych mrocznych cieni światach przedstawionych i oboje porównują elementy swojego życia do tych, które są portretowane przez pełne magii teksty. Świat tymczasem nie jest magiczny. W prowincjonalnym Bambury ostatni rok wojny zaznacza się przede wszystkim obecnością niemieckich jeńców wojennych. To ich przemarsz w rozpoczynającej książkę scenie Annabel obserwuje z narastającym lękiem. Bo przecież Niemcy są źli, Niemcy to wrogowie, do żadnego Niemca nie wolno się zbliżyć…

Annabel przełamuje strach tak jak Daniel swe uprzedzenia. Jedno i drugie pragnie zdobyć choć odrobinę czułości i zainteresowania. Oboje funkcjonujący latami obok siebie zatomizowali się jeszcze bardziej, odkąd Reggie – jedyny, któremu zależy na spajaniu rodziny w całość – znajduje się między nimi tylko w słowach przesyłanych z frontu listów. Annabel nie tęskni za powrotem męża, szukając substytutu prawdziwej męskości w zakazanych ramionach. Daniel czule przytula się do rozdygotanego ojca, któremu winien jest zainteresowanie, gdy żona staje obok i milczy. Chloë Mayer portretuje rodzinę, która rozpadła się nie tylko wskutek wojennej zawieruchy. Ukazuje różne rodzaje wyobcowania, każdy wydobywającey się z innego kontekstu. Nieszczęśliwą rodzinę żyjącą pośród złudzeń. Także tych, w których można zatonąć, wciąż na nowo interpretując przesłanie smutnych baśni.

Daniel to chłopiec, który nieświadomie uczyni wiele zła. Annabel także będzie jego sprawczynią, ale nie doświadczy tego tak intensywnie jak syn. Daniel to smutne dziecko, które od małego wie, że na miłość trzeba zasłużyć. A jeśli się nie uda, trzeba próbować ponownie. Wciąż na nowo rozpaczliwie pragnie bliskości matki, choćby jej skromnych przejawów, choćby czułego spojrzenia czy dotyku. Annabel także by tego chciała, ale wybiera coś, czego nie powinna wybrać. Nie w tym świecie, nie w tej miejscowości. Odrzucenie syna ma głębsze znaczenie, jeśli spojrzymy na to, jak bardzo bohaterka zamyka się w sobie. Mayer jej duchową emigrację wewnętrzną portretuje ze sporym dystansem, ale dzięki niemu wiemy, że nie mamy dostępu do uczuć bohaterki. Jej osamotnionego serca, które nie zaznało prawdziwej miłości. To kobieta, której wszyscy patrzą na ręce, wszyscy rozliczają z właściwego funkcjonowania we właściwych rolach. Tymczasem w Annabel narastają gniew i bunt. Jest nieczułą żoną i matką. Wyjątkowo stygmatyzowaną, bo nie ma już sił oddychać. Do momentu, w którym po raz ostatni spróbuje ucieczki. By odetchnąć właśnie, wreszcie naprawdę.

Chloë Mayer proponuje nam liczne wypisy z „Królowej Śniegu”, która jest nad wyraz czytelną paralelą doświadczeń życiowych jej bohaterów. Autorka podąża w stronę nieprzyjemnego dydaktyzmu, gdy wyjaśnia wszystko to, co bardzo czytelnie obrazują zachowania i słowa bohaterów. W tym znaczeniu dość psujące całość jest zakończenie, w którym Daniel wyjaśnia czytelnikowi, jak ma postrzegać jego skomplikowane relacje z matką. Metaforyka śniegu także czyni z tej powieści narrację dość przewidywalną, niemniej jest w niej siła oddziaływania oparta na zderzeniach dwóch opowieści, które wzajemnie się uzupełniają i dają pierwszeństwo sugestywnej narracji pierwszoplanowej Daniela.

Mayer opowiada o skomplikowanej drodze poszukiwania namiastki życiowego szczęścia oraz spełnienia. Pisze o tym, jak trudno jest miłość zdefiniować i odnaleźć. Jak niezwykle trudno jest ją wydobyć z pozornie najbliższych relacji – naznaczonych przecież wyobcowaniem przez lata. „Chłopiec ze śniegu” to książka także o trudnych do uniesienia tajemnicach. O tym, jak bardzo dziecko będzie zdeterminowane, by uzyskać czułość, i o innym rodzaju determinacji. O niedopuszczaniu nikogo do swojego smutku oraz rozczarowania. Tragedie zapowiadane są stopniowo. Czujemy ten wszechobecny fatalizm powieści i zdajemy sobie sprawę, że wydarzy się coś niewiarygodnie smutnego. Że Mayer nie daje wytchnienia swoim bohaterom, bo chce ich pokazać w sytuacji granicznej rozpaczy. Udowodnić, że poza nią może być już tylko nicość… lub oczyszczenie. To przede wszystkim wzruszająca historia dziecięcej bezradności i wynikającego z niej paradoksalnie pragmatyzmu. Daniel musi zatroszczyć się o siebie w kilku znaczeniach. Jest też na tyle uważny i odpowiedzialny, że byłby gotów zatroszczyć się również o matkę. Gdyby tylko tego chciała… Chloë Mayer opowiada o dziecku widzącym wiele złego, zbyt wiele z tego rozumiejącym i ostatecznie muszącym mierzyć się z demonami, których nigdy się nie pozbędzie. To mroczna opowieść o niemożności spotkania się naprawdę w jednym, rodzinnym domu. O tym, że poszukiwania spokoju i szczęścia mogą mieć tragiczne konsekwencje. O tym, że ludzki tragizm ma kilka oblicz, ale jeden podstawowy powód – samotność wywołaną deficytem uczuć.

Brak komentarzy: