2018-01-04

„Mikrotyki” Paweł Sołtys

Wydawca: Czarne

Data wydania: 11 października 2017

Liczba stron: 144

Oprawa: twarda

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Porządkując pamięć

Świetne są te opowiadania! Bardzo niejednorodne i zaskakujące. Trudno określić, czy przywiązać się do nich, czy traktować je z dystansem. Paweł Sołtys – mój rówieśnik – porządkuje swoją pamięć, ale też stawia jej pewne wyzwanie. Ta książka to nie tylko lekcja tego, jak podmiotowo traktować ludzi wokół i jak naprawdę ich opisywać, ale przede wszystkim prozatorskie wyznanie. Są tu bowiem historie, które autor zapamiętał, ale też i takie, które zapamiętały jego. Nie dają mu wytchnienia i każą zrewidować przeszłość. Często w dość niewyraźnych konturach, bo pamięć płata figle, ale być wiernym pamięci to ukształtować swoją tożsamość. Stąd też „Mikrotyki” to intymna spowiedź wielu kontrastów i zaskakujących tonacji – od nostalgii po bezpretensjonalny humor. Sołtys buduje teksty bardzo różnorodne, niektóre niedomknięte, niektóre jedynie sygnalizujące to, co nie zostało w pełni zapamiętane. Są tu teksty o smutku i melancholii, ale także o ludziach, o których należy pisać szeptem – to zwrot z jednego z opowiadań. Jak wspomniałem, pojawiliśmy się z Sołtysem w tym samym czasie na tym świecie, a to dodatkowo przywiązuje mnie do „Mikrotyków”. Znam przepełnioną szkołę z klasami do F i pamiętam smak papierosów, które podbijały polski rynek kilka dekad temu. Wiem, jak to było na kolonijnych dyskotekach i jak wyglądali szkolni outsiderzy. Znam strukturę podwórkowej młodzieży i zdaję sobie sprawę, że z tego wszystkiego zostało nam dzisiaj bardzo niewiele.

Nie piszę, że to dobre opowiadania, bo się z częścią w pewnym stopniu identyfikuję. Nie, choć Sołtys zwraca uwagę na pewne podobne jemu i znajomkom przeżycia, które być może ukształtowały każdego nieco inaczej. A niektórych nie ukształtowały wcale, są oni na kartach tych opowiadań w fazie przemiany i być może tacy pozostali. Podoba mi się to, że Paweł Sołtys rozsądnie waży słowa i doskonale wie, w którym momencie opowiadania ściąć frazę i pozostawić ją w niedomówieniu. Mikrotyki” to szereg wspomnień pozornie bez dyscypliny myślowej, w jakimś zrozumianym przez autora chaosie, ale jednocześnie to zbiór niezwykle spójny, jeśli spojrzeć na to, w jaki sposób Sołtys postrzega przemijanie. W czytelnych kontekstach i uwarunkowaniach, albowiem jest to książka także o konkretnym mieście. O Warszawie, która kiedyś nie miała tylu ambicji wielkiego miasta, a była równie różnorodna co dzisiaj. Ta książka zawiera dość specyficzną topografię stolicy. Sołtys wybiera boczne uliczki. Nawet te „z tych boczniejszych”. Dzisiaj zepsute nowoczesnością. Kiedyś rozkwitające opowieściami, bo i ludzie więcej sobie mówili, i zdarzenia toczyły się w jakimś bardziej atrakcyjnym rytmie.

„Mikrotyki” to historie wydobyte z przeszłości. Ożywione na nowo w bardzo różnorodnych konwencjach. Sami musimy ocenić, ile jest w nich goryczy, ile niespełnienia, ile afirmacji życia, a ile wskazywania jego różnych kontekstów. To także historie obrazujące ludzkie samotność i osobność. Ludzi zawsze będących marginesem życia i w tym marginesie funkcjonujących od początku do końca. Gdzieś z boku, blisko swoich traum i smutków. Sołtys opowiada o ludziach, którym rozmontowała się codzienność, świat utracił kontury, a nawyki wyrazistość. Widać to w dłuższych formach („Lena”), ale także w tych licznych miniaturach, które przykuwają uwagę chyba najbardziej skutecznie. Jest u Sołtysa taki rodzaj wrażliwości, dzięki któremu proza życia w jej najdrobniejszych przejawach stanowi kolaż emocjonalnych wzruszeń. Mimo że to wszystko po chłopacku i po męsku przedstawione. Istotna w tym zbiorze jest właśnie męskość portretowana w różnych odcieniach. Dzielne chłopaki, którym nic nie jest straszne w kontraście do złamanego życiem wujka pielęgnującego swój strach.

Jest też literatura. W asocjacjach, ale także czytelnych, humorystycznych tekstach. Tom Iwaszkiewicza orężem w walce o normalność w środku komunikacji miejskiej? Czemu nie. Wszystko i wszyscy nabierają nowych znaczeń – wyglądają i mówią to, co zapamiętane, ale tak naprawdę kształtują widzenie spraw przez człowieka, który musi oddać głos tym z przeszłości, aby świadomie wyprawić samego siebie w dalszą życiową wędrówkę. Bo życie to także nowe definicje śmierci. Wskrzeszonych martwych, i to nie tylko ludzi. Wzrusza opowieść o dramatycznym pożegnaniu z kotem i o tych ludziach, których już prawdopodobnie nie ma, lecz trudno to ustalić. Mikrotyki” są więc pożegnaniami, ale jednocześnie punktami wyjścia – poza te opowiadania wydostaje się autor bardziej świadomy, bardziej rozumiejący swoją kondycję jeszcze nie starego, ale już na pewno doświadczonego życiem człowieka. Zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, ile doświadczeń z przeszłości ujawnia się ponownie i każe zdefiniować. Sołtys rozprawia się z pamięcią bez zbędnego patosu, ale nie jest też czułostkowy. Ten balans między sentymentalizmem a chropowatością stylu czyni z „Mikrotyków” opowieść zdystansowanego środka. Historię dorastania w konkretnym mieście, czasie i wśród konkretnych ludzi. Opisywanych bardzo szczegółowo, choć większość z nich wolała ogół niż drobiazgowe analizowanie swojego życia. Nie ma też u Sołtysa żadnego dydaktyzmu, ale nie możemy powiedzieć, że są tylko luz i nonszalancja. Dość dobrze zniuansowane nastroje, dzięki którym dopadają go takie, a nie inne wspomnienia, pozwalają stworzyć z każdego opowiadania wyjątkowo atrakcyjną rzecz. Chodzi także o to, jak dobrane są porównania i jak dynamiczna jest fraza. „Mikrotyki” mocno przykuwają uwagę, choć każde z opowiadań jest inne niż poprzednie.

Sołtys analizuje samego siebie, ale mówi nam dużo o tym, z czego składa się każdy człowiek – fizycznie i emocjonalnie. Różnorodność odczytań tych opowiadań pozwala nam na dostrzeżenie różnorodności doznań. Autor oddaje głos tym, którzy nigdy go tak naprawdę nie zabrali, analizując zdarzenia, nad którymi nie pochylamy się na co dzień. Robi to w słodko-gorzkiej konwencji krótkich tekstów, często z otwartymi zakończeniami. „Mikrotyki” wywołują pewien niedosyt, ale dają się oswoić, wejść w nie tak naprawdę. Takiego minimalistycznego, a jednocześnie wartościowego literacko pisania mocno nam dziś brakuje. Paweł Sołtys odświeża swoją pamięć, pisząc jednocześnie książkę i pokoleniową, i skierowaną do wszystkich uważających, iż wspomnienia nie są warte porządkowania. Sugeruje też, w jaki sposób ubarwić wyobraźnię i jak zmyślać, by w zmyśleniu zawrzeć prawdy o tym, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i jak bardzo wszystkiego wokół nie jesteśmy w stanie pojąć.

Brak komentarzy: